Zamek Chillon jest swietnie zachowanym zabytkiem, ktory zaskakuje na kazdym kroku. Polozony na wysepce skalnej przy brzegu Jeziora Genewskiego, przez wieki strzegl przesmyku pomiedzy szczytami Alp.

 

Zwiedzanie calego obiektu sklada sie z ok 50 etapow i trwa ok 2 godzin (i to naprawde w zwawym tempie, bez dokladnego analizowania kazdego z pomieszczen). Wchodzac na pierwszy z dzedzincow zamku, poczulem sie, jakbym wchodzil na plan filmowy Robin Hooda albo Oblednego rycerza 🙂 Sredniowieczny wyglad dachow, okien i murow nadaje temu miejscu niesamowity urok, a potem jest juz tylko lepiej. Doskonale zaprojektowana trasa prowadzi nas m. in. przez sale tortur, zaladownie towarow i wiezienie (polozone sa w piwnicach, gdzie widac gola skale, na ktorej stoi zamek). Odwiedzimy tez kruzganki, sale balowa, sypialnie itd. a nawet sredniowieczne toalety, w ktorach ladnie widac system odprowadzania nieczystosci (tak jak dzisiaj, prosto do rzeki/jeziora/morza)…

W kazdym pomieszczeniu znajdziemy oryginalne sprzety, sufity czy zdobienia pochodzace z najrozniejszych okresow – od XII do XIX wieku. Naprawde niewiarygodne, jak dobrze zachowaly sie te najstarsze czesci, ktore maja juz prawie 1000 lat! Z wiezy zamkowej obejrzymy piekna panorame okolicy – plaza w Montreux, Jezioro Genewskie i wysokie szczyty Alp lezace po francuskiej stronie.

Bedac w okolicach Montreux koniecznie odwiedzcie ten zamek – nie bedziecie zalowac!

Porady:

1. Sprawdzcie godziny otwarcia. Gdy my zwiedzalismy zamek, kasy zamykano o 17.00 i zdazylismy na ostatnia chwile.

2. Z Montreux odpowiednie znaki prowadza wprost na parking obok zamku.

3. Obok zamku znajduja sie 2 stacje kolei: Veytaux-Chillon oraz Veytaux, château de Chillon.

4. Ciekawa opcja moze byc podroz promem z Vevey albo Lozanny. Stacja docelowa jest Château-de-Chillon polozone niedaleko zamku.

To piękne miejsce jest albo uwielbiane albo znienawidzone przez odwiedzających, nikt nie wyjeżdża stamtąd obojętny. Tłumy turystów o każdej porze roku sprawiają, że z całą pewnością nie jest to miejsce dla odludków. Będąc w Zakopanem żelaznym punktem spacerów po mieście poza Krupówkami jest przechadzka pod Wielką Krokiew. Czasem  można trafić na trening skoczków, wówczas frajda jest większa. Do stałych punktów należą również wyprawy na Gubałówkę i nad Morskie Oko. Wszystko miło łatwo i przyjemnie (oczywiście jeżeli ktoś lubi spacery w tłumie lub wyczekiwanie w kolejkach ). Niemniej jednak to miasto ma swój niepowtarzalny urok i charakter. Nawet jeżeli nie leży w kręgu naszych zainteresowań to tam po prostu trzeba pojechać, aby stwierdzić czy uwielbiamy to miasto czy też wręcz przeciwnie. Ja jeszcze się zastanawiam

Winterthur to drugie co do wielkosci miasto w kantonie Zurych. W polowie sierpnia na 2 tygodnie zamienia sie w festiwalowa arene dla kilkudziesieciu zespolow muzycznych z calego swiata.
Winterthurer Musikfestwochen, czyli festiwal muzyczny Winterthur, po raz pierwszy odbyl sie w 1976 roku. Nie mam pojecia, jakie sa zalozenia artystyczne festiwalu itp itd, ale wyglada na to, ze wiekszosc zespolow bioracych w nim udzial nalezy do bardzo szeroko pojetego rocka, w tym: indie, blues, reggae, hardrock, latin rock. W 2012 wystapilo tez kilka zespolow z klimatow hip hop.

Wskutek lobbingu mojego nowozelandzkiego kumpla z pracy, poszlismy posluchac nowozelandzkiego (a to niespodzianka:) zespolu reggae – The Black Seeds. Nie bede sie rozpisywal o zespole, bo kazdy moze sobie posluchac na jutjubie. Napisze troszke o odbiorze samego festiwalu.

Po pierwsze, nie jest to festiwal z kategorii tych olbrzymich. W samym centrum Winterthur (ok 5-10 min od dworca kolejowego) jest wydzielonych kilka stref z ustawionymi scenami i w kazdej strefie bawi sie kilka tysiecy osob. Dzieki temu festiwal sprawia wrazenie kameralnego.

Po drugie, aby dostac sie do strefy, trzeba przejsc przez bramki kontrolne, w ktorych moga przetrzepac nasze plecaki. W srodku stref znajdziemy wszystko, czego czlowiekowi na festiwalu (oprocz dobrej muzyki) potrzeba: piwko, drinki, jedzenie i fontanny dla ochlody. Wszystkie te przyjemnosci oferowane sa oczywiscie w szwajcarskich cenach, tylko fontanny sa za friko 🙂

Po trzecie, w srodku stref co chwile mozemy poczuc zapach palonej trawki i co chwile zobaczymy kogos z jointem w reku. Panuje bardzo wyluzowany klimat, policja chyba w ogole sie nie miesza w koncertowe sprawy.

Po czwarte, koncerty odbywaja sie na starowce i w okolo mieszkaja zwykli ludzie. Z tego powodu nie liczcie na to, ze uslyszycie chocby jeden dzwiek po 22.00. Wszystkie koncerty koncza sie o 21.50, zespoly w 10 minut zwijaja sprzet i jest juz cichutko, zadnych bis’ow czy innych barbarzynskich ekscesow. Wiekszosc widowni chyba o tym wie, bo po skonczeniu koncertu od razu sie zwijaja albo do domu, albo imprezowac dalej do pubow i klubow. Tylko nieliczni, nieswiadomi, przez kilka minut probuja wyegzekwowac jeszcze kilka kawalkow od grajacego zespolu, ale i oni szybko rezygnuja.

Po piate, duza zaleta festiwalu jest to, ze na wiekszosc koncrtow wstep jest darmowy 🙂

Porady.

1. Dokladne informacje odnosnie koncertow znajduja sie na oficjalnej stronie festiwalu: http://www.musikfestwochen.ch

2. Na teren festiwalu nie mozna wnosic niebezpiecznych przedmiotow, w tym: butelek szklanych i plastikowych, puszek, parasoli. Przy wejsciach na teren festiwalu stoja ochroniarze i sprawdzaja plecaki.

3. Ceny napojow i jedzenia sa festiwalowo-szwajcarskie, a wiec dosc wysokie. W 2012 roku 0.4l piwka kosztowalo 6.00 CHF, drink cuba libre – 14.00 CHF.