Ischgl, Silian, Kurzras, Hintertux, Stubai, Sólden… Długo hasło „Tyrol” otwierało w mojej głowie jakąś klapkę, budząc odzew – „narty”. Faktycznie, w tym państwie jest wszystko, czego może zechcieć narciarz. Zaawansowany o sportowym zacięciu zmierzy się z trasą Streif w Kitz-biihel albo z Wilde Grub’n na Stubaiu. Zwolennicy spokojniejszej jazdy mają setki kilometrów nartostrad w malowniczej górskiej scenerii.

Latem, po porannych szaleństwach na lodowcach, odwiedzałem nowe zakątki. Odnalazłem prawdziwe perły historii i kultury. Zatrzymałem się w niewielkim Rattenbergu, jaki ominie się zapewne, gdy podróżuje się autostradą lub obiegającym miasteczko tunelem. Trafiłem do zagubionego pod GroBglocknerem Kals. Wcześniej Innsbruck był dla mnie zaledwie stacją w drodze na lodowce.

Dziś, chociaż mnóstwo w nim miejsc zbudowanych na wzór Wiednia, zdaje sobie sprawę, że zimowa stolica Austrii posiada własny unikatowy klimat. Najbardziej jednak imponują mi zamki – forteca w Kuf-steinie, Tirol, który dał nazwę całej krainie, oraz te po włoskiej stronie, które od pokoleń są w rękach tych samych rodzin. Zmieniły funkcję z obronnych na gościnne i otwierają dzisiaj bramy urządzonych w nich hoteli, restauracji i winiarni.

Z piwnic lokalnych winiarzy wyniosłem wspomnienie pamiętnego smaku lagreina oraz zapachy kwiatów z alpejskich łąk i sadów ukryte w bukiecie. W Kufsteinie widziałem, jak powstają najpopularniejsze prawdopodobnie kieliszki świata. Delikatne, rzeźbione ręcznie szkło od Riedla akcentuje doskonale bukiet, barwę oraz smak wina. Obecnie też, kiedy wjeżdżam do Tyrolu przez Kufstein, patrzę dokładnie na położone nieco na zachód od miasta wzgórze Pendling (1505 m). I wróżę sobie pogodę, korzystając z recepty umieszczonej w miejscowym przysłowiu: „Hat der Pendling einen Hut, wird das Wetter gut, hat der Pendling einen Sabel, wird das Wetter miserabel”. To ważne i dla narciarza, i dla turysty, jaki pragnie poznać terra montium.

Gminę Rewal tworzy aż siedem cudownych i wartych odwiedzenia miejscowości. A stanowią je: Pobierowo, Pustkowo, Trzęsacz, Rewal, Śliwin, Niechorze i Pogorzelica. Wszystkie położone są w wielce malowniczym środowisku, wśród ślicznych i pobudzających respekt stuletnich lasów sosnowo-świerkowych. Ogromnym atutem dla każdego kto wybiera się nad morze mając na względzie przymiot uzdrowiskowy jest to, że w tej okolicy występuję wyjątkowo wysoki poziom stężenia jodu oraz leczniczej soli. Atutem jest również wyjątkowo długa i wyjątkowo piękna plaża ciągnąca się wzdłuż wybrzeża przez 18 kilometrów. Wszelkie te atuty sprawiają, że Gmina Rewal od lat cieszy się obszerną famą pośród turystów z Polski i z zagranicy i należy do najentuzjastyczniej odwiedzanych regionów turystycznych na polskim wybrzeżu.

W najbliższej okolicy brak jest jakiegokolwiek przemysłu. Woda morska, co w współczesnych czasach jest już rzadkością, posiada pierwsza klasę czystości. Gmina ta ciągle się rozwija, szczególnie pod względem turystyczno-rekreacyjnym, wiec spokojnie każdy z nas może znaleźć sobie miejsce dla siebie w tej uroczej okolicy.

W ostatnim czasie niestety pogoda nas narciarzy nie rozpieszcza. Śniegu jak na lekarstwo i do tego często pada deszcz. Wprawdzie w niektórych województwach ferie się już skończyły ale na szczęście u nas jeszcze w pełni. Wobec tego pozostaje pytanie gdzie najlepiej wybrać się na śnieżno białe szaleństwo.
W ubiegłym roku odwiedziliśmy dwie doliny. Tereny narciarskie stacji to spory stok łagodnie opadający z grzbietu miedzy Pustą Wielką a Jaworzynką. Trasy przyzwoite, charakteryzują się małym stopniem trudności, dlatego też Wierchomlę można szczególnie polecić na rodzinne wyprawy. Może ktoś poleci, obecnie stok o średniej trudności, na którym można dobrze poszaleć :)?

Dużo mówi się o Stonehenge, podczas kiedy zwiedzającym nie można nawet do nich podejść. A aczkolwiek niedaleko od legendarnego kamiennego kręgu mieści się inne, tajemnicze, jednakże nie tak popularne miejsce. Avebury to mała wioska o nietypowym obliczu. Znajdują się tam ogromne megality – jedne z największych i najważniejszych w Europie kamienistych kręgów. Głazy rozproszone są na dosyć dużym obszarze – jedne spoczywają na terenie wioski, inne poza nią; otaczają ją, tworząc okrąg.

To niezwykłe miejsce udostępniono turystom. Bez żadnych ograniczeń i opłat można oglądać, a dodatkowo dotykać zabytkowe głazy. W wiosce jest muzeum i galeria (wstęp: dorośli – 4 GBP, najmłodsi – 2 GBP) opisujące przeszłość tego niezwykłego miejsca. Dodatkowych informacji o początku megalitów mamy możliwość zaczerpnąć z wyświetlanego filmu. Niewątpliwą atrakcją jest także to, iż muzeum mieści się w XVII wiecznej krytej strzechą stodole. Spacerując po wiosce, wskazane jest aby zajrzeć do Avebury Manor and Garden – wiekowego dworu otoczonego skwerem, będącego początkowo klasztorem. W pobliżu stoi malowniczy kościółek z XIII-XV wieku, a dookoła niego mieści się stary cmentarz. Wiosce dodaje wdzięku także XVI-wieczna zabudowa.

Avebury to dobre miejsce na wypoczynek od ruchliwego oraz hucznego Londynu, oddalonego stąd jedynie 140 km. Ze stolicy można tu dojechać pociągiem czy też autobusem. Trasa na Swindon, tam przesiadka i dalej autobusem bezpośrednio do Avebury. Czas podróży 1,5 godziny. Jeżeli z Avebury mamy zamiar pojechać jeszcze do Stonehenge, to trzeba kierować się na Davizes a dalej na Salisbury – samochodem zajmuje to około 40 minut.

Zwiedzanie Gniezna
Z zasobem wiedzy wyruszam na zwiedzanie fascynującego Gniezna. Początek jest mało wyszukany: rozpoczynam od katedry oraz drzwi gnieźnieńskich. Nie może być jednak inaczej! Gdy przewodnik kwieciście opowiada o początkach miasta i objaśnia sceny uwiecznione w brązie, ja usiłuję odgadnąć ich dalszy ciąg. Masywne wrota dawno już zapomniały o swoim podstawowym przeznaczeniu. Nie otwierają się z ciężkim westchnieniem, zawiasy nie skrzypią na przywitanie pielgrzymów przyjeżdżających do relikwii św. Wojciecha, męczennika za wiarę. Czym są współcześnie? Muzealnym okazem i świadkiem przeszłości. Jednak powinno się przyznać, że olśniewającym.

Wiedeń
Miasto stołeczne austriackiej Rzeszy to epokowe kawiarnie i galerie sztuki. Kolekcja miliona grafik w Albertinie to światowy rekord. Kunstforum w dawnym budynku Banku Austrii przedstawia klasykę nowoczesną, czyli dzieła największych artystów XX wieku. W Kunsthistorisches Muzeum podziwia się prace Schielego i Klimta, a w gustownej restauracji z bufetem po uczcie dla ducha doskonale wzmacnia się ciało. Ukryta w cieniu hotelu „Atoria” „Kurkonditorei Oberlaa” podaje torty o niepowtarzalnych, własnych formułach.

W drobnej „Havelce” przy ulicy Graben każdego wieczoru właścicielka występuje do gości, żeby zaproponować własne domowe ciasto. W sercu Wiednia spoczywa też legendarny Naschmarkt, pomysłowy targ, na którym są zawsze świeże, nie tylko europejskie, ryby, owoce i warzywa.

Zakopane jest na pewno najpopularniejszym polskim miastem położonym na ternach górzystych. Odwiedzane przez cały rok, bez względu czy są to wakacje, koniec tygodnia, majówka lub ferie zimowe. Zimowa stolica Polski zwiedzana jest ochoczo poprzez każdą grupę wiekową między innymi z powodu swojego usytuowania. Zakopane jest największym ośrodkiem miejskim położonym w bezpośrednim sąsiedztwie gór, co sprawia, że widok z każdego miejsca miasta jest wyjątkowy. Rozrywki oprócz typowo górskich rzeczy, tego rodzaju jak wędrówki po trasach lub zimowe szaleństwo na stoku, dostarczy nam najsłynniejsza ulica Zakopanego – Krupówki. Krupówki są niewątpliwie reprezentatywną ulicą Zakopanego, położona w centrum miasta jest miejscem spotkań ze znajomymi a także miejscem, które dostarczy nam wiele przyjemności.

Na każdym kroku możemy spostrzec stragany, sklepy, kafejki oraz jadłodajnie, w jakich z powodzeniem spróbujemy apetycznych góralskich smakołyków. Na Krupówkach zaopatrzymy się w torbę oscypków do domu, dzięki, którym jeszcze przez kilka dni po powrocie będziemy mogli wspominać pamiętny wyjazd do krainy ładnych górzystych pejzaży.

To żadna tajemnica, że w rejonie Tatr można zobaczyć cudowne miejsca z uroczymi stawami pełniącymi role główną. Przebywających w tych okolicach niewątpliwie opłaca się wybrać się nad Czarny Staw Gąsienicowy. To jezioro polodowcowe leżące w rejonie Tatr Wysokich, na wysokości 1624 metrów nad poziomem morza. Jezioro ma owalny kształt, a niebieska barwa jego wody zachwyci każdego turysty odwiedzającego ten niezwykły wytwór przyrody. Na jeziorze leży nieduża, malownicza wysepka porośnięta kosodrzewiną. Na początku XX wieku zamierzano zbudować tu mauzoleum Juliusza Słowackiego, jednakże nie doszło to do skutku po proteście ekologów.

Nazwa Czarnego Stawu Gąsienicowego wzięła się od koloru jego wód, który jest wynikiem zacienienia zbiornika wodnego poprzez blisko leżące szczyty i koloru porostów, które znajdziemy na skałach na brzegach tego zachwycającego jeziora. Staw zarybiono w sposób sztuczny w XIX wieku, a pstrągi które w nim pływają można zobaczyć gołym okiem, dzięki niezwykłej przejrzystości wody, która sięga do 12 metrów. Staw ten pokrywa się grubym lodem zwykle od października do listopada, taje natomiast w okresie od maja do lipca.

Morze Bałtyckie i nasze polskie góry są często wybieranymi regionami naszego kraju, jeżeli chodzi o wypoczynek wakacyjny. Nieco zaniedbaliśmy nasze interesujące Mazury, które proponują nam faktycznie sporo gdy chodzi o wakacyjne szaleństwo. Najbardziej przyciągającym aspektem mazurskiego krajobrazu jest z pewnością zieleń, a raczej jej ogrom na każdym kroku. Niezwykle piękne lasy ciągnące się kilometrami sprawiają, że chce się aż odetchnąć pełną piersią. No i te piękne, wielkie, mazurskie jeziora. Nic nie jest wspanialsze od zachodu słońca nad, którymś z tych niezwykłych jezior, błogie chwile na molo, w ciszy, spokoju obserwując słonce wolno chowające się za horyzont złożony z linii drzew a także niesamowicie gładkiej tafli wody.

Po spokojnym wieczorze w dnia dnia możemy zdecydować się na kąpiele słoneczne i wodne w nieskazitelnie czystych wodach tutejszych jezior, uprawiać sporty wodne takie jak kajakarstwo, narty wodne lub też przejażdżki motorówką. Jest to też raj dla wędkarzy, niejeden fan wędki i kołowrotka złowił na Mazurach swój rekord życiowy. A po obfitych połowach lasy aż wręcz zapraszają na spacer.

W Lech możemy zobaczyć kilka interesujących miejsc. Zalicza się do nich kompleks handlowy, firmowy sklep Strolza z odzieżą narciarską odbiegającą trochę stylem i ceną od typowych trendów także kasyno na Riifikopfie (2362 m). Niczyjej uwadze nie umknie także drewniany hotel „Post”, do tego jeden z najbardziej elitarnych. Środek zadziwia malowaną dekoracją ścian. W pamięci pozostają jeszcze przynajmniej dwa hotele w centrum: „Arlberg” (plac przed nim jest punktem spotkań instruktorów z klientami) a także „Tannbergerhof”. Ten ostatni znajduje się przy głównej ulicy i od jezdni dzieli go jedynie wąski chodnik.

Pomimo to właśnie pod nim każdego dnia po zamknięciu wyciągów zbierają się tłumy narciarzy. Nadchodzą prosto ze stoku, jeszcze w narciarskich butach. Codziennie bowiem otwierany jest na ulicy bar. Można wypić z przyjaciółmi grzańca albo schnapsa. Do rytuału zalicza się też wieczór w jednym z barów.

Mnie najbardziej urzekła klimatem karczma „Hus Nr. 8”. Kuchnia jest wybitna, napoje podają bez zwłoki. W środku porozwieszane są dawne przybory narciarskie. W sezonie możemy zapomnieć o miejscu bez rezerwacji, w związku z tym w trakcie pierwszej wizyty musiałem zadowolić się drinkiem przy barze. Ale nie żałuję, bo miło jest kończyć narciarski dzień we wnętrzu o ścianach z jodłowych bierwion, głównie, jeśli – tak jak tu – emanuje z nich trzysta lat historii.