[box] Artykuł reklamowy[/box]

Zapraszamy do odwiedzenia naszego katalogu firm www.Koszalin24.com.

Przedstawiamy Państwu internetowy portal, w całości poświęcony firmom z naszego miasta.

Dzięki odpowiedniemu pozycjonowaniu w wyszukiwarkach, odpowiedniej reklamie, możemy zaoferować Państwu idealne miejsce na reklamę firmy!

Dzięki niej Wasza firma będzie lepiej rozpoznawalna w mieście i w regionie, co przełoży się na osiągane zyski.

Marcin Janczak, wpółpracuję między innymi z właścicielami Arkadia hotel - tanie noclegi.

Czas na wycieczkę krajoznawczą na Litwę, do naszych dalszych północno – wschodnich sąsiadów. Litwa to nie jest zbyt duży kraj, lecz zachwyca swoim pięknem i bogactwem zabytków, które niewątpliwie posiada. Stolicą Litwy jest Wilno i to właśnie tu przede wszystkim powinniśmy się wybrać na kilka dni odpoczynku i zwiedzanie okolicy.

W Wilnie mamy bowiem ogrom zabytków, wspaniałych kościołów, najbardziej słynnym jest kościół świętego Piotra i Pawła w barokowym stylu i znajduje się on na Antokolu. Kolejnym bardzo ważnym miejscem, które koniecznie należy zwiedzić jest Ostra Brama, w której to będziemy mieli okazję podziwiać słynny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej.

Jest to niepowtarzalna okazja, dlatego warto z niej skorzystać. Jeśli chodzi o inne zabytki, mamy tu bardzo ciekawą wieżę Giedymina, przepiękny kościół świętej Anny, jak również niesamowitą pod względem architektonicznym cerkiew świętego Michała i Konstantyna.

Bardzo ważnym pod względem historycznym z pewnością może okazać się muzeum Ofiar Ludobójstwa w Wilnie. Z całą pewnością należy wybrać się tam i zasięgnąć nieco poważnych informacji z dawnych dziejów.

Przebywając na obszarze Gór Stołowych, musimy na pewno odwiedzić rezerwat przyrody Błędne Skały. Znajduje się on na wysokości 852 metrów powyżej poziomu morza i zajmuje obszar 21 hektarów. Swoim ukształtowaniem Błędne Skały mogą przypominać cos w rodzaju labiryntu, który składa się ze skał o niezwykłej formie. Skały ułożone są w taki sposób, że będziemy musieli przechodzić i przeciskać się między niezbyt szerokimi przejściami, szczelinami i tunelami, między którymi ciągną się nawet 10-metrowe korytarze. Kształty skał także będą dla naszych oczu nie lada atrakcją. Naszym oczom, a zwłaszcza oczom naszej wyobraźni ukażą się niesamowite formacje, swpim kształtem przypominające głowy, grzyby, wysokie baszty, bramy, a nawet zaobserwujemy pośród nich nich, zastygnięte w bezruchu postacie z piaskowca. Niektóre formacje skalne wydają sie igrać z prawami grawitacji, wielkie, ciężkie i ociężałe głazy, utrzymują się na cienkich stopkach, niczym igły.

Większość ze skał ma niezwykle zabawne nazwy chociażby Kurza Stopka. Wycieczka pomiędzy tymi niezwykłymi formacjami skalnymi trwa godzinę i nie jest zbyt męcząca, jedyną przeszkodą może okazać się przeciskanie przez wąskie szczeliny między głazami.

Nie wszyscy wiedzą, że jezioro Żarnowieckie jest jednym z największych jezior na terenie Polski. Jezioro to ma dużą powierzchnię wynoszącą 1431 hektarów, 7,6 km długości jak również 2,6 kilometra szerokości. Maksymalna głębokość tego malowniczego i rozległego jeziora wynosi 16 metrów i co ważne, dno tego jeziora znajduje się pod poziomem morza, co określa się mianem kryptodepresji. Jego położenie w stosunku do morza jest naprawdę atrakcyjne. Od plaży w Dębkach i Karwi, dzieli je wyłącznie piętnaście do dwudziestu minut drogi, co bez wątpienia będzie bardzo atrakcyjne dla osób, które lubią ciekawy krajobraz. Z pewnością wspaniale jest relaksować się nad uroczym jeziorem, a kilkanaście minut znaleźć nad majestatycznym morzem.

Wody zbiornika Żarnowieckiego wykorzystywane są przez elektrownie wodną, to powód, że wahania poziomu wody w trakcie doby są łatwo zauważalne. Ciekawostką jest też to, że miała tu niegdyś powstać pierwsza na terenie naszego kraju elektrownia atomowa jednakże jej budowy zaniechano. Po tym projekcie pozostały jedynie budynki, co stwarza tu niezwykły i dość tajemniczy industrialny nastrój.

W literaturze wyczytałem: „szybowiec” – statek powietrzny bez silnika; lata wskutek wyzyskiwania energii potencjalnej położenia oraz energii kinetycznej prądów wznoszących powietrza atmosferycznego”. Powiało grozą, a przynajmniej zupełnym brakiem romantyzmu, o którym tak wiele słyszałam od pasjonatów szybownictwa. Jeszcze dziś mam w pamięci słowa jednego z nich: „Pierwsze przeloty szybowcowe pamięta się do końca życia i idealizuje jak pierwszą miłość”. To w tej chwili zadecydowałam wejść do niewielkiego statku powietrznego. Zapragnęłam wznieść się ku niebu, poszybować, być wśród wąskiej grupki ludzi-ptaków. Wśród tych, dla których szybownictwo jest konieczne do egzystencje uzależniającym narkotykiem a także sportem przez duże „S”. Którzy w chmurach czują się jak ryba w wodzie, natomiast na lotnisku znajdują drugi dom.

Żar, czarodziejska góra przeglądająca się w spienionych wodach Soły. Raj dla szybowników a także glajciarzy. Od tak hipnotyzuje własnym urokiem, nagradzając tych, którzy dotrą na jej szczyt, romantyczną panoramą i niespotykanymi zjawiskami (auta pozostawione na biegu neutralnym same wjeżdżają pod górę). Jednak ja nie przybyłam oglądać, zaś latać. Dzień był słoneczny. Po niebie biegało parę białych baranków. Przed hangarem znajdował się przygotowany do startu dwuosobowy szybowiec. szybki rozbieg po trawiastym lotnisku, holowanie, wyczepienie i wreszcie… lot.

W ciszy, przy akompaniamencie świstów wiatru przedostającego się do kabiny przez małe okienko. Wokół nas mknęły inne białe ptaki. Znikający horyzont bawił się moim zmysłem orientacji. Pilot z wprawą oraz pewnością siebie ślizgał się bądź wspinał w kominach ciepłego powietrza. Obrazy przelatywały przed oczami niczym migawki z trójwymiarowego filmu. Wskazówka wysokościomierza pokazywała delikatne unoszenie. Zresztą nie musiała wskazywać, czułam wszystko w żołądku. 2, trzy metry na sekundę – wystarczające, aby po kilku okrążeniach nabrać odpowiedniej wysokości i lotem ślizgowym dolecieć do następnego komina termicznego. Godzina upłynęła w okamgnieniu. Krótki film o lataniu się skończył.

Tuż po lądowaniu podbiegła do nas obsługa. Wyciągnęli mnie z kokpitu. Pytali: jak było, czy łyknęłam bakcyla i kiedy zaczynam kurs?! Kolana drżały z emocji. Ciałem znajdowałam się już na lotnisku, aczkolwiek myśli wciąż szybowały nad dolinami. Z trudem było je pozbierać w całość, a tym bardziej ująć w słowa. Swoją drogą, jak wyrazić słowami takie wrażenia? Jak nazwać magię niezależności odczuwaną tam, w górze, w trakcie najdoskonalszego z mchów – wolnego unoszenia się w przestworzach? Jak przywrócić w pamięci te wspaniałe momenty, niedoścignione doznania? Chyba wyłącznie kolejnym lotem.

Ariowie atakując od północy Indie, zaczynali nowy krok w dziejach subkontynentu, na południu egzystowały już duże drawidyjskie imperia. Fuzja dwóch kultur sformowało indyjski tygiel, interesujący podróżników do dziś. Aby zrozumieć historię Indii, należy poznać zabytki Widżajanagar, Halebid a także Belur. Pałace maharadżów z Majsur to z kolei perfekcyjny sposób na poznanie symbiozy Brytyjczyków z szlachtą rozbitych na królestwa Indii. Z kolei w osiedlach uchodźców z Tybetu oraz w zmierzaniach niepodległościowych bogatego Kodagu odzwierciedlają się obecne trudności kraju. Jeżeli pragniesz poznać historię oraz dzień dzisiejszy Indii, musisz koniecznie zobaczyć Karnatakę.

Karnataka to część indyjskiego odpowiednika amerykańskiej Doliny Krzemowej. W Bangalore, metropolii prowincji, mają lokale przedsiębiorstwa, dzięki którym Indie są drugim tuż po USA eksporterem programów komputerowych. W Whitefield, obok informatycznego zagłębia, ma własną letnią siedzibę Sai Baba, guru, który głosi emancypację przez miłość, wyczarowuje szwajcarskie zegarki oraz posądzany jest o seksualne wykorzystywanie swych wyznawców. Na wybrzeżu Karnataki jest Gokarna, gdzie przeniosła się pewna część transowych wydarzeń z Goa. W podróży po subkontynencie obowiązkowym przystankiem podróżników wszystkich pokoleń jest Hampi, innymi słowy ruiny królestwa Widżajanagar.

Dom Rembrandta

Rembrandt zadomowił się w owym mieszkaniu jako trzydziestolatek. Mimo że był obecnie docenionym artystą, musiał się zapożyczyć, aby go spłacić a także urządzić. Koszty utrzymania przywiodły go po latach do bankructwa. Parę lat temu zrekonstruowano wzornictwo mieszkania mistrza, posługując się zwłaszcza spisem jego majątku wykonanym przez komornika. W 1998 r. dobudowano do owego budynku skrzydło, w którym są wystawiane ryciny a także akwaforty mistrza.

Muzeum van Loona

Van Loonowie byli jednym z najbardziej szanowanych rodów w Holandii. W okresach holenderskiego imperium kolonialnego przyczynili się do powstania Kompanii Wschodnioindyjskiej. W mieszkaniu, w którym dziś mieści się muzeum, przedstawiciele owej zacnej rodziny mieszkali od 1884 r. do wybuchu II wojny światowej. Powstała wiele lat później Fundacja van Loona przywróciła willi wizerunek z przełomu XVIII oraz XIX w. Nie ma jakichkolwiek przebudów, same oryginały.

Muzea hulaszczości

W Amsterdamie znajdują się dwa muzea zadedykowane życiu płciowemu: muzeum seksu i erotyki. O ile w pierwszym z nich nie liczyłam na jakiekolwiek subtelności, to w drugim spodziewałam się jednakże artystycznego przedstawienia owej sfery życia. Nic z tych rzeczy! W jednym a także w drugim muzeum twórcy prezentacji postawili na perwersję, lubieżność oraz dzikość. Na upartego za sztukę da się oszacować jedynie wyuzdane rysunki Johna Lennona. Na bezrybiu i rak ryba. Niedaleko muzeum erotyki znajduje się muzeum haszyszu a także marihuany. Trudno coś takiego polecać, jednakże z redaktorskiego obowiązku należy odnotować, iż tego typu miejsce w liberalnym Amsterdamie również jest.

Okres wakacyjny zdecydowanie kojarzy nam się z wylegiwaniem na plaży, opalaniem, przechadzkami brzegiem morza a także zachodami słońca. Góry mimo to w żadnym wypadku nie są gorsze. Są wspaniałym punktem do wypoczynku dla ludzi aktywnych. Górskie krajobrazy słyną z niesłychanego czaru, bujna szata roślinna napełnia nas błogością a także dostarcza wielu wrażeń wizualnych. Osoby ceniące ciągłe wyzwania na pewno będą podniecone podbijaniem wierzchołków górskich, wylewając pot na mniej lub w wyższym stopniu ciężkich szlakach. Uniesie to kondycje, doda sił i wywoła masę szczęścia gdy okaże się, że za sekundę ujrzymy piękny widok na panoramę górską z rzeczywiście znacznej wysokości.

Czyste powietrze zezwoli nam głębiej oddychać niezależnie czy wypoczywamy w większym mieście czy także w niewielkiej wiosce. A po wędrówce urzeknie nas repertuar góralskiej kultury, gościna którą zostaniemy obdarzeni a także nieskończona ilość fenomenalnych potraw, jakie zdołamy skosztować, i ich smaku z pewnością nie zapomnimy poprzez długi okres. Jako że nic nie smakuje lepiej jak na przykład oscypek pałaszowany ze smakiem na górskiej polanie, przed którą rozpościerają się dostojnie pasma górzyste.

Chodzi mi o faktycznie cholernie zły dzień, kiedy całość się wali, natomiast wieczorem siedzicie na kopcących zgliszczach swojego życia, nie będąc w stanie pojąć, co się tak naprawdę stało. W takich chwilach przypomina mi się w każdym przypadku historia kolegi, jaki nie zobaczył, że wypadł mu z kieszeni portfel, kiedy pod swoim domem wysiadał z wozu. Dopiero jadąc windą, wyczuł, iż czegoś nie ma w kieszeni. Na nieszczęście, gdy wybiegł z powrotem na ulicę, portfela już nie było. Szkoda była istotna, był dzień wypłaty i łącznie z portfelem przepadła pełna pensja. Zrozpaczony kolega, dając upust złości, z całej siły uderzył pięścią w maskę swojego wozu. Standardowo, w zwykły dzień, uderzenie nie dokonałoby na pojeździe żadnego wrażenia, ale to był zły dzień i karoseria nieznacznie się wgięła. Pełnemu zajściu przyglądało się dwóch młodych chłopców. za prośbą mojego znajomego obiecali, iż spróbują odszukać zgubę.

Nie minęło więcej niż kilka minut, gdy zadzwonili do jego drzwi. Przez sekundę zdawało się, iż fortuna odwróciła się, ale nie, to była jedynie podpucha. Mój kolega odebrał portfel, wypłacił chłopcom znaleźne i rozpoczął nerwowo badać, czy zginęły pieniądze. Dla kogoś spoglądającego z boku ich brak w oddanym przez złodziei portfelu byłby ewidentny, jednak kiedy klęska dotyka nas samych, do końca łudzimy się, iż wyjdziemy z niego bez szwanku, a w najgorszym razie nieznacznie tylko poturbowani. Historia z karoserią powinna mojego kolegę czegoś nauczyć, jednakże to był marny dzień i nie skumał nauczki. Gdy w końcu przekonał się, że pieniądze zostały skradzione, z taką złością rzucił portfelem o ścianę, iż rozwalił go na fragmenty. Po posadzce rozsypała się pełna zawartość, między innymi skryte pod podszewką listy miłosne od dziewczyny, z którą rok przedtem romansował poprzez kilka tygodni. Sekundę później jeden z liścików podniosła z podłogi jego żona…

Przez wiele, wiele lat mój kolega narzekał na marny los, zaś jakkolwiek to on osobiście w piętnaście minut zepsuł własny wóz, zgubił pieniądze a także zniszczył nie najgorsze, w gruncie rzeczy, małżeństwo. Biedny głupiec – rozmyślałem utwierdzony, że mnie coś takiego nie mogłoby się zdarzyć.

Obecna zabudowa rynku i okolicznych ulic pochodzi tak naprawdę z pierwszej połowy XIX wieku. Tylko kościoły w centrum miasta pamiętają wcześniejsze wieki. 100 metrów od rynku zobaczymy kościół farny św. Trójcy z dobudowaną kaplicą Bractwa Literackiego, które obejmowało kaganek oświaty mieszkańcom miasta. Każdy członek musiał nauczyć czytania w ciągu roku trzech mężczyzn lub… jedną kobietę.

Po drugiej stronie rynku mieści się kościół oraz klasztor Franciszkanów, powstały z fuzji dwóch świątyń: Franciszkanów (nawa fundamentalna) i Klarysek (nawa boczna). Kościół św. Jana jest najcenniejszym po katedrze zabytkiem miasta, usytuowany w ościennej dzielnicy Grzybowo. Jego największą atrakcją jest gotycka polichromia prezbiterium.

Na wschodniej ścianie mieszczą się dołki wydrążone w cegle. Identyczne możemy znaleźć w kościele św. Michała. Wyżłobienia o rozmiarze do 5 cm oraz głębokości od 2 do 4 cm miały być wyżłobione palcami średniowiecznych pielgrzymów, pokutujących w taki sposób za grzechy. Inni sądzą że powstały z powodu ucierania proszku o właściwościach leczniczych. W rzeczywistości są efektem krzesania ognia tzw. świdrem ogniowym w dzień soboty wielkanocnej.